
Przygotowania do tego wyjazdu zaczęły się od warsztatów jaskiniowych i wielu nurkowań pod okiem najlepszych instruktorów jaskiniowych. Po dobrym przygotowaniu całego sprzętu oraz odpowiedniej konfiguracji ruszyliśmy w stronę Francji dokładnie w okręg Lot 1900km od Piły. W ekipie znalazły się 4 doświadczone osoby: Paweł Poręba, Artur Ksycki Marcin i Krzysztof.
Zaplanowane jaskinie to: Font del truffe, St Georges montvalent, Cabouy, Pou Meyssen, Ressel, Trou Madame, Landenouse. W planie była również jaskinia Goul de Pont o głębokości maksymalnej około 200m, gdzie Paweł zaplanował zanurkowanie na głębokość 135m, a ja zaplanowałem na 80m, oczywiście nurkowania Trimix czyli mieszanina helu, tlenu i azotu. Niestety na przedostatnim nurkowaniu główna latarka Pawła została przegrzana z powodu długiego czasu pracy, około 4 godzin. W nurkowaniu tego typu zapas latarek to
latarka główna, dwie zapasowe, co najmniej trzy kołowrotki, dwie maski, duży zapas powietrza, dwa niezależne automat i oczywiście butla boczna na jako zapas powietrza lub przy nurkowaniach głębokich jako gaz dekompresyjny.
No i przesąd wziął górę, nie pojechaliśmy na jaskinie gdzie 6 kwietnia 2005r. zginął nasz kolega nurek jaskiniowy Włodek Szymanowski podczas głębokiego nurkowania na rebriderze czyli obiegu zamkniętym.
Wyjechaliśmy w niedzielę 19 października pod wieczór, na miejscu pod wejściem do pierwszej jaskini Font del truffe byliśmy w poniedziałek o godz. 16. Po odpoczynku i wypiciu herbaty zaczęły się przygotowania do nurkowania, stan wody w jaskiniach we Francji o tej porze jest niestety niski, największy stan jest wiosną gdy topnieje śnieg z gór. Wejście okazało się zamulone i ciasne szczególnie z kamerą i oświetleniem, po kilkunastu metrach woda kryształ, maksymalna głębokość to 12 metrów. Po prostu pięknie, jak nurkowie zawieszeni w powietrzu tylko wydychane bąble powietrza przypominały nam o tym że jesteśmy pod wodą. Po 150 metrach płynięcia ciasnymi i krętymi korytarzami, trafiliśmy na płytki odcinek gdzie musieliśmy zdjąć płetwy i przeczołgać się na kolanach 15m. ze sprzętem warzącym około 50kg, ale czego się nie robi dla wspaniałej pasji! Wychodziłem jako ostatni po przeciskaniu się trzech kolegów, woda zmącona była tak że nie wdziałem ciasnego wyjścia i poręczówki,a na zewnątrz noc.
W kolejnej jaskini woda nie była tak krystaliczna, widoczność ledwo przekraczała 5m. Po przepłynięciu 400 metrów i dotarciu do drugiego syfonu wysokiego na 10 metrów ku naszemu zdziwieniu ukazał się karp około 5 kg . trochę blady i spokojny jak na karpia np. spotkanego w jeziorku, nic dziwnego pewnie przebywał tam parę lat. Ressel jaskinia której wejście jest w rzece niezbyt przejrzystej lecz po wpłynięciu woda zmienia się w kryształ z wielkimi korytarzami skałą piaskowca i głębokością 53m. Najtrudniej było dostać się do Trou Madame, prześliczna jaskinia płytka do 6m głębokości i długa 1900m, niestety sprzęt trzeba było przenieść około 100m i 25m na czworaka - było warto!!!
Na koniec Landenouse z trudnym wejściem przy drodze po pięcio metrowej drabince zawieszonej na linach, tu zanurkowaliśmy już tylko we dwójkę lecz nurkowanie solo. Paweł popłynął na około 1000m od otworu, ja zdecydowałem się na 450m. bardzo krętej i zawiłej jaskini.
Podczas wyjazdu zanurkowaliśmy w siedmiu najpiękniejszych jaskiniach. Najdłuższa jaskinia którą zwiedziliśmy to Trou Madame o długości 1700m. od wejścia, co zajęło około 4 godziny. Udało się zwiedzić 7 jaskiń, przepłynąć łącznie pod wodą 12 kilometrów licząc od wejścia do wyjścia z łącznym czasem pobytu 748 minut. Niestety największa osiągnięta głębokość to 46 i 53m, i najdłuższa penetracja od otworu to 1700m. Temperatura wody w jaskiniach o tej porze roku to 12-14 stopni.